BLOG

Pielęgnacja cery suchej

Kończąc opowieści o olejach obiecałam, że rozpocznę opowieści o poszczególnych cerach. No to rozpoczynam. Zacznijmy od początku. Czyli od cery suchej. Nie wiem, dlaczego uznałam ją za początek… Ale skoro uznałam, to niech tak pozostanie.

Skóra sucha JEST problematyczna. Wiedzą o tym najlepiej jej posiadaczki. Ja dopiero się o tym przekonuję…

Jakie czynniki odpowiadają za pojawienie się tego rodzaju cery? Możemy je podzielić na dwie grupy: czynniki zewnętrzne i wewnętrzne.

Czynniki zewnętrzne:

– wynikające ze środowiska (wpływ wysokich lub niskich temperatur, działanie promieni UV, suche powietrze, klimatyzacja);
– wynikające z nieprawidłowej pielęgnacji (używanie detergentów, mycie zbyt gorącą wodą itp.);

– stosowanie retinoidów;
– niedostarczanie odpowiedniej ilości napojów i nieodpowiednia dieta.

Czynniki wewnętrzne:

– genetyczne uwarunkowania, w tym także te związane z nieprawidłowym rogowaceniem naskórka (łuszczyca, AZS),
– zaburzenia wydzielania łoju i potu związane z niektórymi chorobami (AIDS, SM, niektóre schorzenia neurologiczne),
– niektóre schorzenia ogólnoustrojowe (niedoczynność tarczycy, Hashimoto, niewydolność nerek itp.),
– proces starzenia się skóry (ajć…! To chyba o mnie…).

 

Objawy:

– ściągnięcie

– pieczenie

– zaczerwienienie

– czasem drobna egzema

 

Pielęgnacja ma działać dwojako: po pierwsze „uleczyć” skórę, co w dłuższej perspektywie przedłuży jej młodość, oraz przeciwdziałać dyskomfortowi, jakim niewątpliwie jest ściągnięcie, pieczenie. W tym miejscu najważniejsze jest odpowiednie nawodnienie skóry.

Za odpowiednie nawodnienie skóry odpowiadają:

– kwas hialuronowy (Kwas hialuronowy to związek, który wiąże wodęskórze właściwejmacierzy międzykomórkowejskóry właściwe

– niezbędne nienasycone kwasy tłuszczowe,

– ceramidy (lipidy występujące w warstwie rogowej naskórka, które poprzez ścisłe do siebie przyleganie zapewniają nieprzepuszczalną powłokę dla wody oraz decydują o elastyczności skóry i utrzymaniu jej stałej temperatury

– witaminy, głównie: A, C, E, B5,

– nawadnianie i odżywianie organizmu (za mało pijemy, i jemy przysłowiowe byle co).

Jakich kosmetyków używać?  Przede wszystkim zawierających składniki zatrzymujące wodę, na przykład:

– gliceryna (uwaga! W ograniczonej ilości, w kremach jej ilość powyżej 5% wysusza),

– alantoina (ma działanie kojące i łagodzące, regeneruje skórę, pobudza ziarninowanie uszkodzonej tkanki. Nie ma obecnie w sprzedaży kosmetyków z naturalną alantoiną, jedynie z syntetyczną. A przecież wystarczy użyć roślin, którę mają jej aż nadto: miodunka, klon, kasztanowiec… W moich kremach stosuję korzeń żywokostu lekarskiego) ,

– kwas hialuronowy (tu mała uwaga: kwas hialuronowy występuje na rynku w trzech wielkościach cząsteczek. Im większa cząsteczka tym mniejsza szansa na przeniknięcie w głąb naskórka. Ten o największych cząsteczkach zatrzymuje się na powierzchni naskórka – i dobrze, podziała na powierzchni skóry, średniocząsteczkowy wejdzie w zewnętrzną warstwę naskórka, a drobnocząsteczkowy zagłębi się najbardziej. Uprzedzam lojalnie: żaden, ŻADEN nie przenika w głąb skóry właściwej. Chyba, że sobie go wstrzykniecie, ale nie polecam takich eksperymentów robić sobie samemu);

– sorbitol,

– biotyna,

– mocznik (w stężeniu do 10% faktycznie zmiękcza i nawilża, powyżej tego stężenia zaczyna działać lekko złuszczająco),

– aminokwasy,

– ceramidy,

– prowitamina B5 (czyli d-panthenol – stymuluje podział komórkowy, pomaga w leczeniu stanów zapalnych, łagodzi objawy alergii, dlatego często stosowany jest w kosmetykach hypoalergicznych),

– hydrolizaty protein (kolagen, elastyna),

– śluzy roślinne (działają zmiękczająco, odświeżająco, łagodzą podrażnienia, nawilżają skórę, leczą wypryski alergiczne, łagodzą świąd, likwidują spierzchnięcia, zapobiegają nadmiernej transepidermalnej utracie wody. W moich produktach standardem jest napar z siemienia lnianego, czasem z kwiatu lipy, macerat z malwy, korzenia prawoślazu),

– ekstrakty roślinne z nagietka, arniki górskiej, prawoślazu, lnu, kozieradki, malwy, lipy, żywokostu, rumianku, ogórecznika, dzikiej róży;

– oleje, zwłaszcza te zawierające kwas oleinowy.

 

Ponadto używane kosmetyki powinny zawierać składniki natłuszczające, czyli najlepiej nierafinowane oleje o wysokiej zawartości kwasów linolowego, gamma-linolenowego i linolenowego (oleje z wiesiołka, ogórecznika, czarnej porzeczki, dzikiej róży – te chociażby w kremie Tilia). Dlaczego te kwasy są tak istotne? Wykazują działanie przeciwalergiczne, przeciwzapalne, biorą udział w produkcji sebum, hamują proces utraty wody oraz opóźniają proces rogowacenia naskórka. Ich niedobór może zaostrzyć łuszczenie się skóry, spowodować jej wysuszenie, szorstkość, wzmóc kruchości naczyń. A przy okazji dobrze się wchłaniają (to uwaga dla tych, którzy boja się „świecenia się” skóry);

Skóra sucha często jest podrażniona, stąd w kosmetykach powinny znaleźć się składniki łagodzące i kojące: wspomniana już alantoina, , d-panthenol, wymienione wcześniej śluzy roślinne, ekstrakty z roślin takich, jak: rumianek, nagietek, melisa, aloes,

W pielęgnacji skóry suchej pomocne będą olejki eteryczne z róży, z geranium, z drzewa sandałowego, drzewa różanego, benzoesu, mirry, kadzidłowca i geranium. Za chwilę (uwaga! Zdradzam tajemnicę handlową!) pojawi się cuuuudowny olejek do pielęgnacji skóry suchej i dojrzałej (albo tylko suchej, która lepiej żeby zbyt wcześnie nie dojrzewała), ze świetnie skomponowanymi pod względem proporcji poszczególnych kwasów tłuszczowych olejami, ekstraktami z żywokostu, arniki, rumianku, nagietka…I bosko pachnący żywicą benzoesową, drzewkiem różanym (przypominam: drzewo różane to NIE róża. To palisander) i … czymś jeszcze, co otula, urzeka, rozczula… ????

 

Zasady pielęgnacji skóry suchej są dość proste:

– nie myjemy twarzy mydłami i produktami z silnymi detergentami typu SLS – te zmywają warstwę lipidową naskórka i czynią skórę jeszcze bardziej narażoną na odwodnienie. Polecam olejowe oczyszczanie twarzy, lub mycie delikatnymi piankami, płynami micelarnymi;

– dostarczamy skórze zarówno nawilżenia, jak i natłuszczenia (!!!). Skóra sucha najczęściej cierpi na niedostateczną produkcję łoju. Zbyt częste nawilżanie i zapominanie o natłuszczeniu jeszcze bardziej ogranicza wydzielanie łoju, tym samym jeszcze bardziej wysuszając skórę. A więc, nawilżajmy (ale bez przesady, wystarczy rano i wieczorem troszkę kremu) i natłuszczajmy;

– unikamy tarcia i mechanicznego drażnienia (ręcznikiem nie musimy zdzierać skóry z twarzy szorując nim jak polerką. Wystarczy lekko przyłożyć go to mokrej buzi);

– oczyszczamy skórę stosując peelingi enzymatyczne, a nie mechaniczne. Do oczyszczania skóry świetnie nadadzą się delikatne glinki (biała, niebieska, fioletowa, różowa). Polecam rozrabiać je z naparem z lnu i dwiema kroplami oleju. Olej, oprócz tego, że natłuszcza, to także przedłuża „świeżość” maseczki – nie wysycha w zawrotnym tempie. Za chwilę lub dwie wprowadzam do oferty glinki z dodatkowymi ekstraktami roślinnymi, w tym jedna dedykowana właśnie skórze suchej (ups… no dziś to się wygadałam…),

– maseczki nawilżające – u mnie najlepiej się sprawdza maseczka z zaparzonych nasion lnu lub kozieradki. Len ma tę przewagę nad kozieradką, że nie ma zapachu. Kozieradka pachnie rosołem… Leżysz więc jakby z zupką Knorr na twarzy…. Co, kto lubi.


Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów